środa, 1 stycznia 2014

Rozdział II

"Była piękna pamiętam, miała spokój na rękach i serce mi pęka gdy myśle że jej nie ma,,

Ana
Dziś sobota. Nareszcie wolne. Wstałam o 9, bo jacyś robotnicy pod blokiem wiercili. Wykąpałam się i jem śniadanie. Jak można nazwać to śniadaniem. Lekko spalone naleśniki z przesłodzoną kawą. Nigdy nie umiałam gotować, ale muszę coś jeść. Zaraz idę na zakupy i opłacić rachunki. Dostałam wypłatę to zaszaleję.
Marc
Wstałem rano o 8 i tak się nudzę. Miałem zadzwonić do Any, ale pomyślalem że jeszcze śpi dlatego zadzwonie później. Zjadłem śniadanie i oglądam jakieś głupoty w TV. Napisze sms'a do Any może odpisze.
Cześć, tu Marc. Wyspałaś się? :)
Oo. Cześć. Nie, jacyś robotnicy pod blokiem wiercili i mnie obudzili :/ A ty? (:
Ugh. To słabo. Ja tak. Co dziś robisz? :)
Idę na zakupy i rachunki zapłacić. A ty? :3
A nudzę się. Dziś treningu nie ma. Może ci dotrzymam towarzystwa? :D
Chętnie! To o której? :)
O 12:30 będe po ciebie.
Ejj. To za półtorej godziny! Nie wyrobię się! :(
Jak się pośpieszysz to zdążysz :)
Ana
O boże. Mam półtorej godziny na wysuszenie włosów, ubranie się, uczesanie się i umalowanie. Nie zdąże! Szybko wysuszyłam włosy. I zaczęłam przygotowywać ubrania. Za bardzo nie wiedziałam w co mam się ubrać.
Ta koszula jest brudna. Ta bluzka nie pasuję mi do koloru oczu. Wkońcu wybrałam luźną białą bokserkę z Jack'a Daniells'a i do tego krótkie czarne spodenki. I czane vansy. Zaczęłam robić porządek z moimi włosami. Spięłam włosy w wielkiego koka. Zaczęłam sie malować. Zrobiłam prawie idealne kreski. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Szybko spojrzałam na zegarek, 12:30. Nie zdążyłam. Otworzyłam drzwi Marcowi.
I jak gotowa? - uśmiechnął się Marc.
Tak. Znaczy nie. Poczekaj chwilkę tylko dokończę się szykować.
Szybko dokończyłam makijaż, spakowałam torbę.
Już jestem gotowa! - powiedziałam.
Tylko jest mały problem- stwierdził Marc.
Jaki?! Źle wyglądam? - szybko powiedziałam.
Ładnie wyglądasz.. tylko chyba nie pójdziesz boso na zakupy? - zaśmiał się Bartra
O boże. Zapomniałam o butach! - krzyknęłam.
Założyłam szybko vansy i wyszliśmy z bloku.
No to gdzie najpierw jedziemy? - uśmiechnął się Marc
Do administracji. Rachunki muszę zapłacić, nie chce żeby mnie wylali. - zaśmiałam się.
No oki. To jedziemy! - krzyknął chłopak.
Otworzył mi drzwi do samochodu i później sam wsiadł. Dojechaliśmy do administracji.
Wchodzisz ze mną czy czekasz w aucie? - zapytałam
Mhm. Wejde z tobą - uśmiechnął się Marc.
Weszliśmy na górę i zobaczyłam długą kolejkę.
O matko. Ty będziesz w tej dwumetrowej kolejce stała? Z dwie godziny będziemy tu siedzieć! - jęknął Marc.
Oj tam. Szybko pójdzie! A co wymiękasz? - spytałam.
Jaa?! Nigdy w życiu! Ja ide usiąść.
Zaśmiałam się. Marc poszedł klapnąć. A mi pozostało czekać.
Już z 40 minut tu stoję. Przez ten czas Bartra prawie wywalił kwiatka i wypił 3 kubeczki wody. Pokłócił się z jakąś babą o miejsce. Ten to ma robaki w tyłku. Nagle jakiś  facet się zaczął wpychać przede mnie.
Nie chciałabym być nie miła, ale pan przed chwileczką stał 5 osób dalej. - stwierdziłam
Niech mi się tu pani nie wymądrza. Jestem zmęczony i śpieszę się do domu. A pani nie zaszkodzi jeszcze troszke postać.-stwierdził
Pan jest zabawny! Stoję tu już dobrą godzinę. A pan bezczelnie wpycha się przede mnie i mówi mi że nie zaszkodzi mi jeszczę troche postać! -zdenerwowałam się.
Uwaga Marc wkracza do akcji.
Ma pan jakiś problem? -zapytał Bartra dochodząc do mnie.
Oczywiście że mam. Ta pani sugeruje mi, że się wpycham. Tylko,że jestem troszke starszy i powinna mnie wpuścić przed siebie. - stwierdził facet.
Czy pan się dzisiaj na pewno dobrze czuję? - spytał sarkastycznie chłopak.
Oczywiście. Dlaczego pytasz? - zdziwił się mężczyzna.
Jak się pan dobrze czuję to niech pan idzie na koniec kolejki lub tam gdzie pan stał na samym początku. - stwierdził Marc.
No chyba chłopcze ci się coś pomyliło. Jak mówiłem jestem zmęczony...
Dobra skończ już panie te gadki i idź pan tam gdzie stałeś. - wtrąciła się starsza pani.
A pani niech się nie wtrąca bo nie ma pani zielonego pojęcia o rozmowie.
Tak? A masz stary oszuście! Na koniec kolejki - zaczęła krzyczeć starsza pani bijąc torbą faceta.
No i prawidłowo!- powiedział Marc i poszedł usiąść.
Nareszcie wyszliśmy z tej adminstracji. Co za debile mieszkają w tej Barcelonie.
Fajnie było w tej administracji. -stwierdził Bartra.
Taak. Sczególnie jak wypiłeś z 10 kubeczków wody przewaliłeś kwiatka i pokłóciłeś się z dwoma osobami. - zaśmiałam się.
Oj tam,oj tam. To gdzie teraz jedziemy? - uśmiechnął się chłopak.
Do galerii. Na zakupy- krzyknęłam
Dojechaliśmy o galerii, Marc szukał miejsca na parkingu.
Co ci ludzie robią o tej godzinie w galerii! - zdenerwował sie Marc
Za pewne zakupy. - zasmiałam się.
Chytrusy nieogarnięte Tylko by kase wydawali. A robić nie ma komu! - krzyknął Bartra.
Hahah. O tam jest miejsce! Szybko jedź. Bo tamci sie pchają!- krzyknełam.
Marc szybko zaparkował i wyszliśmy z auta.
Przepraszam pana, ale my pierwsi z małżonką  zajeliśmy to miejsce.- stwierdził jakiś facet.
Ale my pierwsi zaparkowaliśmy. Nie zna pan tej zasady kto pierwszy ten lepszy? - spytał Bartra.
Może nie. A pan jest złodziejem miejsc na parkingu - krzyknął facet odjeżdżając
Chodzilśmy po sklepach jak opętani Byliśmy w 20 sklepach a ja jeszcze  kupiłam wszystkiego.
Długo jeszcze? - jęknął Marc
Jeszcze kilka sklepów - zaśmiałam się
Chodź do McDonalda, bo głodny jestem.- powiedział
No dobra. Ja też bym coś zjadła-stwierdziłam
Zamówiłam sobie zestaw Happymeal. A Marc jakiś  inny. Usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy jeść.
Ej. Dlaczego kupiłaś sobie zestaw dla dzieci?-zaśmiał się chłopak.
Bo lubię te zabawki niespodzianki! I w ogóle to najlepszy zestaw w McDonaldzie. - stwierdziłam bawiąc sie zabawka i jedząc.
Hahahah. Dobra jesteś - zaśmiał się Marc
Nie śmiej sie ze mnie! - powiedziałam rzucając w niego papierkiem po hamburgerze.
Hahha. Ok. Wiesz do twarzy ci z sosem na nosie i brodzie  - stwierdził Bartra
Szybko wytarłam buzię.
Już? - zapytalam rumieniąc się.
Tak. Ładnie ci z rumieńcami na twarzy. - uśmiechnął się
Marc!- krzyknęłam kopiąc  Marca w piszczel.
Ałaa! To boli - krzyknął łapiąc się za nogę.
Miało boleć - powiedziałam wytykając język do chłopaka
Oj no nie obrażaj się!- powiedział strzelając głupie miny.
Hahah. No dobra. - usmiechnęłam się.
To idziemy? - spytał Marc.
No. Jeszcze kilka sklepów. - powiedziełam.
O bożee. Ile można chodzić po sklepach? jęknął chłopak.
Ojj dużo. - powiedziałam dając mu  buziaka w policzek.
Za takie buziaki to moge cały dzień chodzić po sklepach! - usmiechnął się czarująco.
Mmm. Wiesz, ale ja nie daje buziaków  byle komu.- powiedziałam rumieniąc się.
Mówilem ci że słodko sie rumienisz? - spytał chłopak
Już drugi raz - odpowiedziałam z uśmiechem.
Weszliśmy jeszcze do kilku sklepów. Marc był cały  obładowany torbami. Zawsze jak wychodziliśmy ze sklepu to mowił: ''Daj potrzymam,, no i ma teraz.
To już chyba wszystko - stwierdziłam uśmiechając się.
Ugh. Nareszcie! A gdzie buziaczek? - spytał Bartra
Nie ma! Jak widzę  zakupy były dla ciebie ciężarem a nie przyjemnością - stwierdziłam.
Ejj. To nie prawda. Dla mnie przyjemnością jest każda sekunda z tobą.Nawet długie zakupy. - powiedział chłopak.
Mhm. No dobrze. - powiedziałam dając mu buziaka.
No i ja jestem zadowolony. - stwierdził Marc
Wyszliśmy z galerii i Bartra wpakował do bagażnika torby i sam wsiadł do samochodu.
I jak podobał sie dzień ze mną? - zapytał chłopak.
Bardzo. Chce więcej takich dni - uśmiechnęłam się.
Załatwione. Tylko później nie narzekaj, że za dużo czasu spędzamy ze sobą. - odpowiedział.
Obiecuję.- uśmiechnęłam się słodko.
Słowo harcerza? -spytał śmiejąc się.
Słowo harcerza!- krzyknęłam.
No już jesteśmy.- powiedział.
Dzięki za dzień i podwózkę- uśmiechnęłam się wysiadając.
Ana! Nie zapomniałaś czegoś?- spytał Bartra.
Niee. A co? - zapytałam ze zdziwieniem.
A zakupy? - spytał śmiejąc się
O boże! Zapomniałam. - krzyknęłam.
Ty to kiedyś swojego imienia zapomnisz - zaśmiał się otwierając bagażnik
Weeź. Nie moja wina że mam krótką pamięć.- stwierdziłam.
No tak. Masz zakupy.- powiedział dając mi torby.
No to jeszcze raz dzięki za dzień.- powiedziałam
Poczekaj jeszcze nie wszystko- krzyknął Marc.
O boże ile ja tego kupiłam. Wydawało mi się że jest tego tak mało.-stwierdziłam.
Jak tego nie niosłaś,to nie wiesz-zaśmiał się chłopak.
Oj tam. No to ostatni raz dzięki za dzień. - powiedziałam dając mu buziaka w policzek.
Nie ma za co. Do zobaczenia - pożegnał się i odjechał do domu.
Ana
Weszłam do domu, rozpakowałam torby podziwiałam moje nowe nabytki i schowałam je do szafy. Zjadłam kolację i posprzątałam. Obejrzałam jeszcze jakiś serial i położyłam się spać. Gdy leżałam w łóżku dostałam sms'a od Marca:
Dobranoc :*
Miałam mu odpisać ale tak mnie zmuliło i usnęłam natychmiastowo.
Marc
Wróciłem do domu, obejrzałem jakiś horror. Napisałem sms'a do Any "Dobranoc :*,, Ale nie odpisała, pewnie usnęła. Ten dzień był jednym z najlepszych. Powiedziała że chce więcej takich dni. Czyli nie jestem najgorszy. Odetchnęłem z ulgą na sercu.

Jest rozdział II. Za tydzień następny Podoba się wam? Jeśli tak skomentujcie :)

6 komentarzy:

  1. Hahhah rozwalają mnie Twoje teksty xdd
    Czekam na następny xdd

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadrobiłam wcześniejszy rozdział i muszę powiedzieć, że świetnie piszesz! :-)
    Czekam na następne z niecierpliwością <3

    Pzdr :3 + zajrzyj do mnie, oceń i skomentuj :
    http://moje-marzenie-na-emirates-stadium.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Meeega! <333 Tak jak wszystkie inne :* Wiesz, że czekaam na kolejny niecierpliwie <33 :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super czekam na kolejne ;D Jak napiszesz do daj mi znać na asku http://ask.fm/zuza39

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne <3
    Czekam na kolejny rozdział i zapraszam o mnie: http://leo-messi-gerrard-pique.blogspot.com/
    Mam nadzieję, że skomentujesz <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Pooooodoba mi się ! Super piszesz. I fabuła się fajnie zaczyna. Jeśli możesz to informuj mnie na ask.fm/adminkakaii lub na moich blogach, na które serdzecznie zapraszam :$

    OdpowiedzUsuń