czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział III

Kilka tygodni później

Ana
Dziś niedziela, drugi najlepszy dzień w tygodniu. Wkońcu się porządnie wyspałam, wstając o 10:30. Zjadłam śniadanie i siedzę w piżamie przed telewizorem. Zadzwoniłabym do Marc'a, ale może być zajęty. Z Bartrą jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Spotykamy się często, dzwonimy do siebie. Jest moim przyjacielem.

Marc

Musiałem wstać o 8, bo Cristian z Loreną mnie do kina wyciągnęli na jakiś durnowaty film, który trwa ponad 2 godziny. Tylko sobie współczuć. Lorena jak zawsze się wzruszyła a Cristian ją pocieszał. Ostatni raz idę z nimi do kina jak oni wybierają film. Nawet nie zadzwoniłem do Any. Z panią Rodriguez jest dobrze. Widzimy się co dzień. Pomaga mi w trudnych chwilach. Jest moją przyjaciółką.

- No już koniec filmu! Jak ci się podobał Marc?! - krzyknął Cristian.
- Mam być szczery? Nigdy w życiu nie pójdę z wami do kina, jeśli wybieracie film - odpowiedziałem.
- Ty to na filmach się nie znasz. Na drugi raz weźmiemy cię na Barbie albo Kucyki Ponny, na stówę  ci się spodoba. - stwierdziła Lorena.
- Lepsze to niż jakaś komedia romantyczna która była bezsensu - uśmiechnąłem się wychodząc z kina.
- No to co robimy teraz?! - zapytał Tello.
- Idziemy na zakupy! - krzyknęła Lorena.
- Ja mam po dziurki w nosie zakupów, więc odmówie sobię tej przyjemności - jęknąłem.
- Oj, no chodź z nami na te zakupy. Godzina czy dwie cię nie zbawią - stwierdził Cristian.
- Godzina dwie?! Nie fantazjuj - zaśmiałem się.
- Nie to nie. Do zobaczenia na treningu. - powiedział żegnając się.
- Narazie! - opowiedziałem.

Pojadę do Any. Pewnie już wstała przecież już przed 13. Wsiadłem w auto i odjechałem z pod budynku [...] Wszedłem do klatki i zapukałem do drzwi otworzyła mi Ana. Była w troche za dużej koszulce, dresach i miała wielkiego koka na głowie.. . pewnie w piżamie, ale wyglądała słodko.

Ana

Czekałam, czekałam, ale nie zadzwonił. Może jest na treningu albo coś. Jest godzina 12.45 a ja nadal w piżamie. A co niedziela jest! Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko poszłam otworzyć a w drzwiach ujrzałam Marca.
- Cześć, wejdź rozgość się! Sorry za bałagan - powiedziałam szybko wpuszczając Go do środka.
- Cześć. Oj tam, u mnie nie lepszy. - uśmiechnął się Marc.
- Poczęstuj się, masz tu kanapki, chrupki, sok... Już pusty, ale w lodówce jest drugi. Ja pójdę się ogarnąć. Daj mi 40 minut -powiedziałam odchodząc do łazienki.

40 minut później.
- Dłużej się nie dało? - zapytał Marc.
- Mhm. Niech pomyślę... Nie. Co robimy?- zapytałam.
- Może pójdziemy na plażę. - stwierdził Bartra.
- No dobra. Poczekaj chwilkę pójdę się przebrać. - powiedziałam odchodząc

20 minut później

- No możemy już iść! - powiedziałam biorąc torbę.
- Wpadniemy jeszcze do mnie i na plażę. -odpowiedział.

Ana
Pojechaliśmy do niego. Miał strasznie duży dom. Szybko się przebrał i wyruszyliśmy na plażę. Marc zaprowadził mnie w miejsce w którym nikogo nie było. Tylko morze, plaża i My. Zdjęłam ciuchy i w kostiumie kąpielowym zaczęłam się opalać. Spojrzałam na Marc'a, był w spodenkach. Ma wysportowane ciało. Kolejny dowód na to że jest bardzo przystojny. Opalając się zaczęłam rozmyślać. Nie zasługiwałam na niego. Ja zwykła kelnerka. Nie mam rodziny. Jestem zwykłą sierotą. On piłkarz z wielką przyszłością. Wywodzi się z dobrej rodziny. Jest przystojny, mądry i miły. Może mieć każdą. Chyba go KOCHAM.

Marc

Pojechaliśmy do mnie. Musiałem się przebrać. Gdy się przebrałem pojechaliśmy na plażę. Zaprowadziłem ja tam, gdzie zawsze przychodzę, gdy mam problem. Popatrzył na Anę, była w kostiumie kąpielowym. Miała piękne ciało. Jest szczupła, ma okrągłe kształty, ogólnie jest ładna. Położyłem się koło niej obejmując ją. Rozmyślałem o różnych sprawach. A szczególnie o Niej. Poznaliśmy się zupełnie przypadkowo. To jest jak wygrany los na loterii, a nawet coś więcej. Jest cudowna, miła, piękna inteligenta,  po mimo tego że przeżyła tyle nieszczęść w życiu. Chyba ją kocham , ale jej tego nie powiem. Boję się że nie odwzajemni tego co do niej czuje. Nie chce jej stracić. Nie zniósłbym tego.

- Mam pomysł! - krzyknął Marc biorąc mnie na ręce.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam.
- Weźmiemy kąpiel w morzu. Od tego leżenia jeszcze odleżyn dostaniemy! - zaśmiał się Bartra.
- Nie! Woda jest zimna! Postaw mnie na ziemię! - krzyczałam.
- Jest 30 stopni ciepła. A poza tym kąpiel w morzu nikomu nie zaszkodziła. - stwierdził chłopak wrzucając mnie do morza i wskakując za mną.
- Ty jesteś jakiś psychiczny?! - krzyknęłam chlapiąc Go wodą.
- Nie jestem w 100 % pewny, ale raczej TAK. - zaśmiał się Marc oddając mi.
- Ale śmieszne, normalnie sikam w majtki.- krzyknęłam chlapiąc Go dużo ilością wody w twarz.
- Ze mną zadzierasz?! - krzyknął biorąc mnie pod wodę.
- Mhm. Niech się zastanowię.. Tak! - krzyknęłam wychodząc z wody.
- A gdzie się panienka wybiera?! - krzyknął ciągnąc mnie do wody i chlapiąc ze wszystkich stron.
- Dobra poddaje się! STOP! - krzyknęłam.
- Hahha! Jestem lepszy. - powiedział wychodząc z wody.
- Mhm. No na pewno. - prychnęłam.
- To teraz oczekuję mojej nagrody! - stwierdził Marc.
- Jakiej znowu nagrody?! Ja w nic nie grałam! - zaprzeczyłam.
- Ej! To nie jest fair! Poddałaś się! Wygrałem! - krzyknął Bartra.

Pocałowałam Go. Odwzajemnił. Czyli mu się podobało.

- Podoba się nagroda nawet niewiem za co? - zapytałam wycierają włosy.
- To była najlepsza nagroda na świecie. - odpowiedział uradowany.
- Ja się zbieram, muszę się jeszcze do egzaminu pouczyć.  - powiedziałam ubierając się.
- Jak ty, to i ja. - powiedział zakładając koszulkę.

Ana
Marc odwiózł mnie do domu. Pouczyłam się troche do egzaminu, ale nie mogłam się skupić. Myślałam o dzisiejszym dniu. Po części żałowałam tego pocałunku. Emocje mnie poniosły. Nie znam Go za dobrze. A poza tym nie szukam chłopaka. Boję się że ktoś mnie zrani. Nie zniosę tego bólu. Jestem za słaba.

Marc

Odwiozłem Anę do do domu. I sam pojechałem do domu. Obejrzałem TV. Dużo myślałem o dzisiejszym dniu. Pocałowała mnie. Podobało mi się. To pokazało że czuję do niej coś więcej niż przyjaźń. Boję się że ją zranię i nie będzie chciała mnie znać. Każdy dzien bez niej byłby dniem straconym. Co raz bardziej się do niej przywiązuje.

Mamy rozdział III. Następny za tydzień. Sorry że późno. Miał być wczoraj, ale mi zniknął. Nie miałam siły pisać drugi raz. Jak ci się podoba to skomentuj :)

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział II

"Była piękna pamiętam, miała spokój na rękach i serce mi pęka gdy myśle że jej nie ma,,

Ana
Dziś sobota. Nareszcie wolne. Wstałam o 9, bo jacyś robotnicy pod blokiem wiercili. Wykąpałam się i jem śniadanie. Jak można nazwać to śniadaniem. Lekko spalone naleśniki z przesłodzoną kawą. Nigdy nie umiałam gotować, ale muszę coś jeść. Zaraz idę na zakupy i opłacić rachunki. Dostałam wypłatę to zaszaleję.
Marc
Wstałem rano o 8 i tak się nudzę. Miałem zadzwonić do Any, ale pomyślalem że jeszcze śpi dlatego zadzwonie później. Zjadłem śniadanie i oglądam jakieś głupoty w TV. Napisze sms'a do Any może odpisze.
Cześć, tu Marc. Wyspałaś się? :)
Oo. Cześć. Nie, jacyś robotnicy pod blokiem wiercili i mnie obudzili :/ A ty? (:
Ugh. To słabo. Ja tak. Co dziś robisz? :)
Idę na zakupy i rachunki zapłacić. A ty? :3
A nudzę się. Dziś treningu nie ma. Może ci dotrzymam towarzystwa? :D
Chętnie! To o której? :)
O 12:30 będe po ciebie.
Ejj. To za półtorej godziny! Nie wyrobię się! :(
Jak się pośpieszysz to zdążysz :)
Ana
O boże. Mam półtorej godziny na wysuszenie włosów, ubranie się, uczesanie się i umalowanie. Nie zdąże! Szybko wysuszyłam włosy. I zaczęłam przygotowywać ubrania. Za bardzo nie wiedziałam w co mam się ubrać.
Ta koszula jest brudna. Ta bluzka nie pasuję mi do koloru oczu. Wkońcu wybrałam luźną białą bokserkę z Jack'a Daniells'a i do tego krótkie czarne spodenki. I czane vansy. Zaczęłam robić porządek z moimi włosami. Spięłam włosy w wielkiego koka. Zaczęłam sie malować. Zrobiłam prawie idealne kreski. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Szybko spojrzałam na zegarek, 12:30. Nie zdążyłam. Otworzyłam drzwi Marcowi.
I jak gotowa? - uśmiechnął się Marc.
Tak. Znaczy nie. Poczekaj chwilkę tylko dokończę się szykować.
Szybko dokończyłam makijaż, spakowałam torbę.
Już jestem gotowa! - powiedziałam.
Tylko jest mały problem- stwierdził Marc.
Jaki?! Źle wyglądam? - szybko powiedziałam.
Ładnie wyglądasz.. tylko chyba nie pójdziesz boso na zakupy? - zaśmiał się Bartra
O boże. Zapomniałam o butach! - krzyknęłam.
Założyłam szybko vansy i wyszliśmy z bloku.
No to gdzie najpierw jedziemy? - uśmiechnął się Marc
Do administracji. Rachunki muszę zapłacić, nie chce żeby mnie wylali. - zaśmiałam się.
No oki. To jedziemy! - krzyknął chłopak.
Otworzył mi drzwi do samochodu i później sam wsiadł. Dojechaliśmy do administracji.
Wchodzisz ze mną czy czekasz w aucie? - zapytałam
Mhm. Wejde z tobą - uśmiechnął się Marc.
Weszliśmy na górę i zobaczyłam długą kolejkę.
O matko. Ty będziesz w tej dwumetrowej kolejce stała? Z dwie godziny będziemy tu siedzieć! - jęknął Marc.
Oj tam. Szybko pójdzie! A co wymiękasz? - spytałam.
Jaa?! Nigdy w życiu! Ja ide usiąść.
Zaśmiałam się. Marc poszedł klapnąć. A mi pozostało czekać.
Już z 40 minut tu stoję. Przez ten czas Bartra prawie wywalił kwiatka i wypił 3 kubeczki wody. Pokłócił się z jakąś babą o miejsce. Ten to ma robaki w tyłku. Nagle jakiś  facet się zaczął wpychać przede mnie.
Nie chciałabym być nie miła, ale pan przed chwileczką stał 5 osób dalej. - stwierdziłam
Niech mi się tu pani nie wymądrza. Jestem zmęczony i śpieszę się do domu. A pani nie zaszkodzi jeszcze troszke postać.-stwierdził
Pan jest zabawny! Stoję tu już dobrą godzinę. A pan bezczelnie wpycha się przede mnie i mówi mi że nie zaszkodzi mi jeszczę troche postać! -zdenerwowałam się.
Uwaga Marc wkracza do akcji.
Ma pan jakiś problem? -zapytał Bartra dochodząc do mnie.
Oczywiście że mam. Ta pani sugeruje mi, że się wpycham. Tylko,że jestem troszke starszy i powinna mnie wpuścić przed siebie. - stwierdził facet.
Czy pan się dzisiaj na pewno dobrze czuję? - spytał sarkastycznie chłopak.
Oczywiście. Dlaczego pytasz? - zdziwił się mężczyzna.
Jak się pan dobrze czuję to niech pan idzie na koniec kolejki lub tam gdzie pan stał na samym początku. - stwierdził Marc.
No chyba chłopcze ci się coś pomyliło. Jak mówiłem jestem zmęczony...
Dobra skończ już panie te gadki i idź pan tam gdzie stałeś. - wtrąciła się starsza pani.
A pani niech się nie wtrąca bo nie ma pani zielonego pojęcia o rozmowie.
Tak? A masz stary oszuście! Na koniec kolejki - zaczęła krzyczeć starsza pani bijąc torbą faceta.
No i prawidłowo!- powiedział Marc i poszedł usiąść.
Nareszcie wyszliśmy z tej adminstracji. Co za debile mieszkają w tej Barcelonie.
Fajnie było w tej administracji. -stwierdził Bartra.
Taak. Sczególnie jak wypiłeś z 10 kubeczków wody przewaliłeś kwiatka i pokłóciłeś się z dwoma osobami. - zaśmiałam się.
Oj tam,oj tam. To gdzie teraz jedziemy? - uśmiechnął się chłopak.
Do galerii. Na zakupy- krzyknęłam
Dojechaliśmy o galerii, Marc szukał miejsca na parkingu.
Co ci ludzie robią o tej godzinie w galerii! - zdenerwował sie Marc
Za pewne zakupy. - zasmiałam się.
Chytrusy nieogarnięte Tylko by kase wydawali. A robić nie ma komu! - krzyknął Bartra.
Hahah. O tam jest miejsce! Szybko jedź. Bo tamci sie pchają!- krzyknełam.
Marc szybko zaparkował i wyszliśmy z auta.
Przepraszam pana, ale my pierwsi z małżonką  zajeliśmy to miejsce.- stwierdził jakiś facet.
Ale my pierwsi zaparkowaliśmy. Nie zna pan tej zasady kto pierwszy ten lepszy? - spytał Bartra.
Może nie. A pan jest złodziejem miejsc na parkingu - krzyknął facet odjeżdżając
Chodzilśmy po sklepach jak opętani Byliśmy w 20 sklepach a ja jeszcze  kupiłam wszystkiego.
Długo jeszcze? - jęknął Marc
Jeszcze kilka sklepów - zaśmiałam się
Chodź do McDonalda, bo głodny jestem.- powiedział
No dobra. Ja też bym coś zjadła-stwierdziłam
Zamówiłam sobie zestaw Happymeal. A Marc jakiś  inny. Usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy jeść.
Ej. Dlaczego kupiłaś sobie zestaw dla dzieci?-zaśmiał się chłopak.
Bo lubię te zabawki niespodzianki! I w ogóle to najlepszy zestaw w McDonaldzie. - stwierdziłam bawiąc sie zabawka i jedząc.
Hahahah. Dobra jesteś - zaśmiał się Marc
Nie śmiej sie ze mnie! - powiedziałam rzucając w niego papierkiem po hamburgerze.
Hahha. Ok. Wiesz do twarzy ci z sosem na nosie i brodzie  - stwierdził Bartra
Szybko wytarłam buzię.
Już? - zapytalam rumieniąc się.
Tak. Ładnie ci z rumieńcami na twarzy. - uśmiechnął się
Marc!- krzyknęłam kopiąc  Marca w piszczel.
Ałaa! To boli - krzyknął łapiąc się za nogę.
Miało boleć - powiedziałam wytykając język do chłopaka
Oj no nie obrażaj się!- powiedział strzelając głupie miny.
Hahah. No dobra. - usmiechnęłam się.
To idziemy? - spytał Marc.
No. Jeszcze kilka sklepów. - powiedziełam.
O bożee. Ile można chodzić po sklepach? jęknął chłopak.
Ojj dużo. - powiedziałam dając mu  buziaka w policzek.
Za takie buziaki to moge cały dzień chodzić po sklepach! - usmiechnął się czarująco.
Mmm. Wiesz, ale ja nie daje buziaków  byle komu.- powiedziałam rumieniąc się.
Mówilem ci że słodko sie rumienisz? - spytał chłopak
Już drugi raz - odpowiedziałam z uśmiechem.
Weszliśmy jeszcze do kilku sklepów. Marc był cały  obładowany torbami. Zawsze jak wychodziliśmy ze sklepu to mowił: ''Daj potrzymam,, no i ma teraz.
To już chyba wszystko - stwierdziłam uśmiechając się.
Ugh. Nareszcie! A gdzie buziaczek? - spytał Bartra
Nie ma! Jak widzę  zakupy były dla ciebie ciężarem a nie przyjemnością - stwierdziłam.
Ejj. To nie prawda. Dla mnie przyjemnością jest każda sekunda z tobą.Nawet długie zakupy. - powiedział chłopak.
Mhm. No dobrze. - powiedziałam dając mu buziaka.
No i ja jestem zadowolony. - stwierdził Marc
Wyszliśmy z galerii i Bartra wpakował do bagażnika torby i sam wsiadł do samochodu.
I jak podobał sie dzień ze mną? - zapytał chłopak.
Bardzo. Chce więcej takich dni - uśmiechnęłam się.
Załatwione. Tylko później nie narzekaj, że za dużo czasu spędzamy ze sobą. - odpowiedział.
Obiecuję.- uśmiechnęłam się słodko.
Słowo harcerza? -spytał śmiejąc się.
Słowo harcerza!- krzyknęłam.
No już jesteśmy.- powiedział.
Dzięki za dzień i podwózkę- uśmiechnęłam się wysiadając.
Ana! Nie zapomniałaś czegoś?- spytał Bartra.
Niee. A co? - zapytałam ze zdziwieniem.
A zakupy? - spytał śmiejąc się
O boże! Zapomniałam. - krzyknęłam.
Ty to kiedyś swojego imienia zapomnisz - zaśmiał się otwierając bagażnik
Weeź. Nie moja wina że mam krótką pamięć.- stwierdziłam.
No tak. Masz zakupy.- powiedział dając mi torby.
No to jeszcze raz dzięki za dzień.- powiedziałam
Poczekaj jeszcze nie wszystko- krzyknął Marc.
O boże ile ja tego kupiłam. Wydawało mi się że jest tego tak mało.-stwierdziłam.
Jak tego nie niosłaś,to nie wiesz-zaśmiał się chłopak.
Oj tam. No to ostatni raz dzięki za dzień. - powiedziałam dając mu buziaka w policzek.
Nie ma za co. Do zobaczenia - pożegnał się i odjechał do domu.
Ana
Weszłam do domu, rozpakowałam torby podziwiałam moje nowe nabytki i schowałam je do szafy. Zjadłam kolację i posprzątałam. Obejrzałam jeszcze jakiś serial i położyłam się spać. Gdy leżałam w łóżku dostałam sms'a od Marca:
Dobranoc :*
Miałam mu odpisać ale tak mnie zmuliło i usnęłam natychmiastowo.
Marc
Wróciłem do domu, obejrzałem jakiś horror. Napisałem sms'a do Any "Dobranoc :*,, Ale nie odpisała, pewnie usnęła. Ten dzień był jednym z najlepszych. Powiedziała że chce więcej takich dni. Czyli nie jestem najgorszy. Odetchnęłem z ulgą na sercu.

Jest rozdział II. Za tydzień następny Podoba się wam? Jeśli tak skomentujcie :)

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział I

   Wracam z pracy, idę przez park. Tu mam wiele wspomnień, chociaż rzadko wychodziłam z przytułku. Szłam szybko,spieszyłam się. Nagle wpadłam na jakiegoś gościa. Upadłam na ziemię.Chłopak kucnął przy mnie i spytał:
Nic ci nie jest?-spytał.
Nie nic, tylko strasznie boli mnie kolano.-jęknełam.
Uuu. Będzie bolało,a tak w ogóle jestem Marc-uśmiechnął się chłopak.
A ja Ana. A co lekarzem jesteś? - zaśmiałam się
Niee. Piłkarzem ale uważałem na biologii. Daleko masz do domu?- spytał Marc
No trochę. Tam.- wskazałam na budynek.
Ugh. Chodź odprowadzę cię.-wstał podając mi ręke.
Nie musisz! Przecież sama sobie dam radę.-powiedziałam szybko.
Ale chcę,przecież przeze mnie masz tą ranę. Ja ślepo chodzę.-uśmiechnął się czarująco.
Wziął  mnie pod ręke i poszli do jej domu.
*Pod klatką
Poczekaj muszę znaleźć kluczę.- zaczęłam grzebać w torbie.
Nie mogłam znaleźć kluczy więc wysypałam zawartość torby na chodnik. Łohoho, ile w tej torbie się mieści ! Szczotka, lusterko, tusz do rzęs, guma do żucia, chusteczki...- zaczął wyliczać Marc
Dobra przestań, lepiej kluczy poszukaj. Ja nie ukucnę bo mnie kolano boli.-przerwałam Bartrze.
Marc zaczął szukać kluczy, w tym bałaganie na środku chodnika. Ludzie się na nas patrzyli jak na debili. Wkońcu znalazł te klucze wpakował resztę rzeczy do mojej torby i weszliśmy do klatki. Otworzyłam drzwi do mieszkania i zaprosiłam Marca.
Masz małe mieszkanie.-stwierdził Marc.
Po co mi duże mieszkanie jak mieszkam sama, a poza tym nie zarabiam milionów żeby mieszkać  w willi z basenem.- odpowiedziałam
Logiczne. Chodź opatrze ci kolano. Gdzie masz wodę utlenioną chusteczki i plaster? - spytał chłopak
W kuchni, druga szafka po lewo. Tam muszą być .- powiedziałam.
Wrócił z przyborami szpitalnymi i kazał mi usiąść na kanapie. Położył moją nogę na Jego kolanach i zaczął oczyszczać ranę.
Ałaa ! To szczypie! Uważaj! -krzyczałam.
Nie drzyj sie jak by dziesięciu cie  rozrywało na pół, a poza tym jakbys umiała chodzić to by nie bolało. - stwierdził Marc
Po pierwsze to nie drę się tylko krzyczę,po drugie mogę głośniej, to jest minimum moich możliwosci, a po trzecie to ty na mnie wpadłeś i jeszcze się do tego przyznałeś !- zdenerwowałam się zabierając kolano.
Już się nie złość, bo złość piękności szkodzi. - powiedział znowu opatrywajac mi kolano.
Długo jeszcze będziesz to robił?- zapytałam.
Już gotowe. Do wesela sie zagoi - uśmiechnął się Bartra.
Może zostaniesz? Napijesz się czegoś? Kawa,herbata,sok?- zapytałam odchodząc do kuchni.
Poprosze soku.- krzyknął Marc. Usiadłam na kanapie podając sok.
Długo grasz w piłkę?- zapytałam
Jak byłem młodszy to zacząłem trenować. Teraz gram w Barcelonie. A ty czym sie zajmujesz?- zapytał chłopak.
Pracuję w kawiarni.  Studiuję fotografię. - odpowiedziałam
Mmm. Ciekawie. Od urodzenia mieszkasz w Barcelonie? - spytał Marc.
Tak. Wychowałam się w domu dziecka. Nie znałam nigdy moich rodziców.-powiedziałam. Oczy napełniły mi  się łzami.
Przykro mi- objął mnie ramieniem
Ehh. Trudno. Nauczyłam się żyć sama.- powiedziałam.
Rozmawialiśmy jeszcze dobre 2 godziny. Mieliśmy dużo wspólnych tematów. Rozumieliśmy  się jak brat z siostrą. Polubiłam go bardzo.
Oo już po 19. Będe się zbierał. Dasz mi swój numer telefonu?- zapytał chłopak.
Tak jasne.- odpowiedziałam
wesoło
Zapisałam mu numer telefonu na kartce.
To ja idę, do zobaczenia.- pożegnał się chłopak.
Do zobaczenia- pocałowałam  go w policzek.
Ana
Wyszedł. Byłam wesoła,chociaż jeszcze boli mnie kolano. Poznałam chłopaka. Był miły, wesoły i przystojny...
Dobra Ana ogarnij się, bo jeszcze się zakochasz - powiedziałam sama do siebie.
Obejrzałam jeszcze komedię romantyczną która była bezsensu, ale nie było nic w telewizji więc byłam zmuszona i poszłam spać.
Marc
Ta dziewczyna jest niesamowita. Jest piękna, zabawna i ładna. Ona jest moim ideałem,chyba. Miałem jej numer. To były moje szczęśliwe liczby. Pogadałem troche z Cristianem i poszedłem spać.
Ciekawe co robi Ana - powiedziałem w myślach.

No to mamy rozdział I :) Jak wam się podoba? Następny za tydzień. Mam nadzieję że skomentujecie :) . Do zobaczenia :*



Prolog



Dwójka ludzi poznała się całkowicie przypadkowo. Ona wychowała się w domu dziecka.  Bardzo skromna. On wywodzi się z dobrej rodziny. Nie jest rozpieszczonym bogaczem, lecz przyjaznym chłopakiem. Powoli zaprzyjaźnią się. Ich przyjaźń, później miłość będzie musiała przetrwać przez wiele sprzeciwności losu. Czy dadzą radę? Przekonacie się później.


Cześć, postanowiłam pisać bloga. Mam nadzieję że wam się spodoba. Rozdział I dodam jutro. A kolejne co tydzień. Planuję 20 rozdziałów + epilog :) jeśli wam się podoba zapraszam do komentowania. Szczęśliwego nowego roku :*

Bohaterowie

                      
Ana Rodriguez ma 20 lat. Jest rodowitą hiszpanką, o ciemnych oczach,  brązowych włosach. Jest towarzyską i charyzmatyczną osobą o wielkich marzeniach. Wychowała się w Barcelonie, w starym przytułku. Nigdy nie znała swoich rodziców. W domu dziecka nie miała łatwo. 4 razy próbowała popełnić samobójstwo,ale zawsze ktoś ją ratował. Kilka razy była w psychiatryku. Gdy skończyła 18 lat poczuła smak wolności. Na początku było jej trudno. Była w różnych schroniskach dla bezdomnych, lecz nigdy się nie poddała. Znalazła pracę w kawiarni i studiuję fotografię, wynajęła mieszkanie w centrum Barcelony. Jej motto życiowe to 'miej wyjebane a będzie ci dane, i tego się trzyma.

Marc Bartra ma 21 lat. Jest brunetem o szarobrązowych oczach.  Jest wesołym towarzyskim i przyjaznym Hiszpanem,urodzonym w Sant Jaume dels Domenys. Na co dzień gra w zespole FC Barcelona jako obrońca z numerem 15 na koszulce. W życiu miał łatwo. Wychowali go rodzice. Zawsze miał wszystko pod dostatkiem, lecz nie jest rozpieszczonym materialistą.
 
Julia Hernandez ma 21 lat. Jest pół hiszpanką o  ciemnych oczach i jasno-brązowych włosach. Wychowała się w Barcelonie. Rodziców miała bardzo bogatych.Za czasów szkoły razem z Aną były najlepszymi przyjaciółkami. Kontakt się urwał jak Julia wyjechała do Anglii, lecz wróci odbudować przyjaźń.

Cristian Tello- przyjaciel Marca
Lorena- partnerka Cristiana a później przyjaciółka Any
rodzice Bartry
Cesc Fabregas
i inni :)