sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział I

   Wracam z pracy, idę przez park. Tu mam wiele wspomnień, chociaż rzadko wychodziłam z przytułku. Szłam szybko,spieszyłam się. Nagle wpadłam na jakiegoś gościa. Upadłam na ziemię.Chłopak kucnął przy mnie i spytał:
Nic ci nie jest?-spytał.
Nie nic, tylko strasznie boli mnie kolano.-jęknełam.
Uuu. Będzie bolało,a tak w ogóle jestem Marc-uśmiechnął się chłopak.
A ja Ana. A co lekarzem jesteś? - zaśmiałam się
Niee. Piłkarzem ale uważałem na biologii. Daleko masz do domu?- spytał Marc
No trochę. Tam.- wskazałam na budynek.
Ugh. Chodź odprowadzę cię.-wstał podając mi ręke.
Nie musisz! Przecież sama sobie dam radę.-powiedziałam szybko.
Ale chcę,przecież przeze mnie masz tą ranę. Ja ślepo chodzę.-uśmiechnął się czarująco.
Wziął  mnie pod ręke i poszli do jej domu.
*Pod klatką
Poczekaj muszę znaleźć kluczę.- zaczęłam grzebać w torbie.
Nie mogłam znaleźć kluczy więc wysypałam zawartość torby na chodnik. Łohoho, ile w tej torbie się mieści ! Szczotka, lusterko, tusz do rzęs, guma do żucia, chusteczki...- zaczął wyliczać Marc
Dobra przestań, lepiej kluczy poszukaj. Ja nie ukucnę bo mnie kolano boli.-przerwałam Bartrze.
Marc zaczął szukać kluczy, w tym bałaganie na środku chodnika. Ludzie się na nas patrzyli jak na debili. Wkońcu znalazł te klucze wpakował resztę rzeczy do mojej torby i weszliśmy do klatki. Otworzyłam drzwi do mieszkania i zaprosiłam Marca.
Masz małe mieszkanie.-stwierdził Marc.
Po co mi duże mieszkanie jak mieszkam sama, a poza tym nie zarabiam milionów żeby mieszkać  w willi z basenem.- odpowiedziałam
Logiczne. Chodź opatrze ci kolano. Gdzie masz wodę utlenioną chusteczki i plaster? - spytał chłopak
W kuchni, druga szafka po lewo. Tam muszą być .- powiedziałam.
Wrócił z przyborami szpitalnymi i kazał mi usiąść na kanapie. Położył moją nogę na Jego kolanach i zaczął oczyszczać ranę.
Ałaa ! To szczypie! Uważaj! -krzyczałam.
Nie drzyj sie jak by dziesięciu cie  rozrywało na pół, a poza tym jakbys umiała chodzić to by nie bolało. - stwierdził Marc
Po pierwsze to nie drę się tylko krzyczę,po drugie mogę głośniej, to jest minimum moich możliwosci, a po trzecie to ty na mnie wpadłeś i jeszcze się do tego przyznałeś !- zdenerwowałam się zabierając kolano.
Już się nie złość, bo złość piękności szkodzi. - powiedział znowu opatrywajac mi kolano.
Długo jeszcze będziesz to robił?- zapytałam.
Już gotowe. Do wesela sie zagoi - uśmiechnął się Bartra.
Może zostaniesz? Napijesz się czegoś? Kawa,herbata,sok?- zapytałam odchodząc do kuchni.
Poprosze soku.- krzyknął Marc. Usiadłam na kanapie podając sok.
Długo grasz w piłkę?- zapytałam
Jak byłem młodszy to zacząłem trenować. Teraz gram w Barcelonie. A ty czym sie zajmujesz?- zapytał chłopak.
Pracuję w kawiarni.  Studiuję fotografię. - odpowiedziałam
Mmm. Ciekawie. Od urodzenia mieszkasz w Barcelonie? - spytał Marc.
Tak. Wychowałam się w domu dziecka. Nie znałam nigdy moich rodziców.-powiedziałam. Oczy napełniły mi  się łzami.
Przykro mi- objął mnie ramieniem
Ehh. Trudno. Nauczyłam się żyć sama.- powiedziałam.
Rozmawialiśmy jeszcze dobre 2 godziny. Mieliśmy dużo wspólnych tematów. Rozumieliśmy  się jak brat z siostrą. Polubiłam go bardzo.
Oo już po 19. Będe się zbierał. Dasz mi swój numer telefonu?- zapytał chłopak.
Tak jasne.- odpowiedziałam
wesoło
Zapisałam mu numer telefonu na kartce.
To ja idę, do zobaczenia.- pożegnał się chłopak.
Do zobaczenia- pocałowałam  go w policzek.
Ana
Wyszedł. Byłam wesoła,chociaż jeszcze boli mnie kolano. Poznałam chłopaka. Był miły, wesoły i przystojny...
Dobra Ana ogarnij się, bo jeszcze się zakochasz - powiedziałam sama do siebie.
Obejrzałam jeszcze komedię romantyczną która była bezsensu, ale nie było nic w telewizji więc byłam zmuszona i poszłam spać.
Marc
Ta dziewczyna jest niesamowita. Jest piękna, zabawna i ładna. Ona jest moim ideałem,chyba. Miałem jej numer. To były moje szczęśliwe liczby. Pogadałem troche z Cristianem i poszedłem spać.
Ciekawe co robi Ana - powiedziałem w myślach.

No to mamy rozdział I :) Jak wam się podoba? Następny za tydzień. Mam nadzieję że skomentujecie :) . Do zobaczenia :*



Prolog



Dwójka ludzi poznała się całkowicie przypadkowo. Ona wychowała się w domu dziecka.  Bardzo skromna. On wywodzi się z dobrej rodziny. Nie jest rozpieszczonym bogaczem, lecz przyjaznym chłopakiem. Powoli zaprzyjaźnią się. Ich przyjaźń, później miłość będzie musiała przetrwać przez wiele sprzeciwności losu. Czy dadzą radę? Przekonacie się później.


Cześć, postanowiłam pisać bloga. Mam nadzieję że wam się spodoba. Rozdział I dodam jutro. A kolejne co tydzień. Planuję 20 rozdziałów + epilog :) jeśli wam się podoba zapraszam do komentowania. Szczęśliwego nowego roku :*

Bohaterowie

                      
Ana Rodriguez ma 20 lat. Jest rodowitą hiszpanką, o ciemnych oczach,  brązowych włosach. Jest towarzyską i charyzmatyczną osobą o wielkich marzeniach. Wychowała się w Barcelonie, w starym przytułku. Nigdy nie znała swoich rodziców. W domu dziecka nie miała łatwo. 4 razy próbowała popełnić samobójstwo,ale zawsze ktoś ją ratował. Kilka razy była w psychiatryku. Gdy skończyła 18 lat poczuła smak wolności. Na początku było jej trudno. Była w różnych schroniskach dla bezdomnych, lecz nigdy się nie poddała. Znalazła pracę w kawiarni i studiuję fotografię, wynajęła mieszkanie w centrum Barcelony. Jej motto życiowe to 'miej wyjebane a będzie ci dane, i tego się trzyma.

Marc Bartra ma 21 lat. Jest brunetem o szarobrązowych oczach.  Jest wesołym towarzyskim i przyjaznym Hiszpanem,urodzonym w Sant Jaume dels Domenys. Na co dzień gra w zespole FC Barcelona jako obrońca z numerem 15 na koszulce. W życiu miał łatwo. Wychowali go rodzice. Zawsze miał wszystko pod dostatkiem, lecz nie jest rozpieszczonym materialistą.
 
Julia Hernandez ma 21 lat. Jest pół hiszpanką o  ciemnych oczach i jasno-brązowych włosach. Wychowała się w Barcelonie. Rodziców miała bardzo bogatych.Za czasów szkoły razem z Aną były najlepszymi przyjaciółkami. Kontakt się urwał jak Julia wyjechała do Anglii, lecz wróci odbudować przyjaźń.

Cristian Tello- przyjaciel Marca
Lorena- partnerka Cristiana a później przyjaciółka Any
rodzice Bartry
Cesc Fabregas
i inni :)